Ostatnie kilka dni spędziliśmy na nagrywaniu piosenki z moim bratem... Heh nie przypuszczałam, że jedną głupią melodyjkę można maglować tyle razy w jedną i w drugą stronę (jestem zielona w tych rzeczach). Chociaż jeden plus jest taki, że wykorzystano mój pomysł na utwór. Ale i tak coś czuję, że to będzie masakra. Chyba nie nadaję się do tych rzeczy. Przynajmniej z mojego punktu widzenia... W sumie to lubię sobie od czasu do czasu ponucić ulubione piosenki ale żeby od razu puszczać się na głęboką wodę? Nie wiem co mi w ogóle odbiło, że się zgodziłam na taki numer ^^' Piosenkarka to raczej ze mnie żadna chociaż mój brat mówi całkiem co innego ale ja mu tam nie wierze... Zresztą on często ma inne zdanie niż ja... Ah dobra, nie myślę już o tym nieszczęsnym brzdękaniu i mam nadzieję, że Kev nie wpadnie na pomysł żeby te nasze jęczeniu upublicznić bo chyba dokonam zejścia wcześniej niż to planuję... Cholera, ale ja znów chrzanie jak niedożywiona papuga -.-'
Lenna Marlow [Kuurmaa]
Kilka dni później ...
Pierwsze promienie porannego słońca uparcie przebijające się przez niedomknięte żaluzje padały na łóżko dziewczyny nie pozwalając jej na dłuższy sen. W połowie rozbudzona rozejrzała się zaspanymi oczyma po pokoju szukając pomysłu jakby tu wyłączyć to uciążliwe słońce. Choć dzieliło ja tylko parę kroków od okna, lenistwo wzięło górę. Klnąc pod nosem odwróciła się na drugi bok twarzą do ściany i narzuciła na głowę pierzynę tak, że znów pogrążyła się w ciemnościach. Zadowolona, że ma warunki do snu zaczęła się powoli wyłączać z otoczenia. Jednak długo nie nacieszyła się tym stanem gdyż chwilę później jej uszu dobiegł dźwięk telefonu oznajmujący, że czas wstawać.
- Cholera jasna! - warknęła pod nosem dziewczyna i wyciągnąwszy rękę spod pierzyny wyłączyła melodyjkę.
Znów zapadła cisza i znów po kilku minutach coś zaczęło dzwonić. Tym razem był to budzik. Tego już było za wiele. Zerwała się z łóżka tak gwałtownie, ze aż grzecznie leżący do tej pory na posłaniu Ninja również się poderwał i spojrzał groźnie na swoją panią. Tymczasem Lenna nie namyślając się wiele cisnęła dzwoniącym budzikiem prosto w ścianę, na której zakończył się jego żywot.
- No! Wreszcie święty spokój! - stwierdziła triumfalnie, jednak na wszelki wypadek rozejrzała się jeszcze po biurku aby się upewnić, że to już była ostatnia rzecz jaka zagrała dzisiejszego ranka. Jednak gdy znów przyłożyła głowę do poduszki stwierdziła, że chyba po tym wszystkim nie da już rady zasnąć. Usiadłszy na łóżku przetarła jeszcze trochę zaspane oczy. Ciekawa godziny zerknęła na wyświetlacz swojej komórki - była 9:30. Podniosła się niemrawo z posłania i poczłapała do okna aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Otworzywszy je do szeroka usiadła na moment na parapecie i wpatrywała się w piękny widok rozciągający się przed nią. W zasadzie był to już jej poranny rytuał. Bardzo lubiła przyglądać się wypływającym każdego ranka na wodę jachtom a z racji tego, że ich dom położony był nam samą plażą punkt obserwacyjny w jej pokoju był idealny...
Wpatrując się tak w te białe łodzie, marzyła o tym by samej mieć kiedyś okazję pożeglować na jednej z nich, poczuć tę rześką bryzę na twarzy i uwolnić od tego koszmarnego upału, który tu panował przez większą część roku. Dzisiejszy dzień również zapowiadał się dosyć upalnie. Lenna westchnęła i odeszła od okna. Zaczęła przegrzebywać szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Tymczasem Ninja na widok ubierającej się pani dał nura pod łóżko i wyciągając stamtąd swoją smycz usiadł grzecznie obok drzwi i czekał na swoją kolej. Lenna zerknęła na czworonoga z politowaniem i jęknęła:
- Ninja... Nie pójdziemy teraz na spacer...
Psiak smutno popatrzył na nią i opuszczając smycz z pyska skulił się pod drzwiami.
- Dobrze wiesz, ze te miny na mnie nie działają - dodała ubierając się.
Wrzuciła na siebie zwiewną białą tuniczkę na ramiączkach oraz włożyła ulubione niebieskie jeansy, na stopy wsunęła japonki. Włosy uczesała w kucyk a grzywkę niedbale przeczesała ręką. Gotowa, wyszła z pokoju i zeszła na dół do salonu a Ninja podążył grzecznie za nią.
Zewsząd uderzyła ją głucha cisza, która ją trochę zaskoczyła gdyż o tej porze zazwyczaj już się ktoś panoszył po domu. Wyszła na wewnątrz i rozejrzała się po ogrodzie, lecz nawet tam nic nie dawało znaku życia. Dopiero gdy znalazła się w kuchni jej wzrok przykuła duża żółta kartka przyczepiona do korkowej tablicy, która informowała o pilnym służbowym wyjeździe rodziców.
- No tak... Nic nowego - mruknęła do się po przeczytaniu wiadomości. "Ostatnio dosyć często zdarzały się takie niespodziewane wyjazdy więc jak mogłam od razu na to nie wpaść" zganiła się w myślach. Jednak szybko skupiła swoją uwagę na czymś bardziej pożytecznym, gdyż burczenie w brzuchu dało jej znać o pewnej bardzo ważnej potrzebie, którą należało zaspokoić. Zaczęła się rozglądać po półkach w poszukiwaniu czegoś zjadliwego. Z racji tego, że w tym domu posiłki raczej rzadko kiedy były spożywane dlatego też asortyment był bardzo ograniczony. Pierwsza konkretna rzecz jaką udało się Lennie znaleźć było pudełko płatków śniadaniowych. Na szczęście w lodówce ostał się jeszcze jakiś karton mleka. Szybko przemieściła się ze swoim śniadaniem z powrotem do salonu gdzie rozwaliwszy się na wygodnej kanapie włączyła telewizor. Ninja zaś zajął miejsce na podłodze obok jej nóg.
Jak na złość nic ciekawego nie nadawali. Lenna coraz bardziej się nudząc zaczęła przeskakiwać z programu na program spożywając przy tym w dość niekonwencjonalny sposób swoje śniadanie - suche płatki popijała mlekiem z kartonu - oczywiście wychodziła z założenia, że im mniej zmywania tym życie przyjemniejsze. Jednak ku jej coraz większej irytacji nie mogła znaleźć nic ciekawego. Jedyne na co natrafiała to kolejne spoty reklamowe przypominające o zbliżających się mistrzostwach Miami w siatkówce plażowej. Jednak w końcu udało jej się odszukać program odpowiadający jej gustom. Wprawdzie też o siatkówce ale tym razem bardziej ciekawy. Oglądając z zapartym tchem transmisję z meczu siatkówki, jej uszu dobiegły czyjeś kroki ze schodów. Spojrzała znudzonym wzrokiem w tym kierunku i jej oczom ukazał się brat. Wygląda na jeszcze bardziej zaspanego niż ona jakiś czas temu.
- Hałasujesz gorzej niż stado słoni! - stwierdził z wyrzutem gdy znalazł się obok niej.
- Nakarm psa! - powiedziała znudzonym tonem powracając do oglądania transmisji i perfidnie wlepiając wzrok w ekran dała do zrozumienia bratu, że ma gdzieś jego narzekania.
- Że co?! - oburzył się chłopak - To twój pies! A ja mam się niem zajmować? Wolne żarty!
Lenna na moment przeniosła swój wzrok na Kevina i obrzuciła go groźnym spojrzeniem.
- Jak mnie raz wyręczysz to ci korona z głowy nie spadnie! - rzekła arogancko.
- Raz? Raz?!! Co ty cholera masz z matematyki?! Ja cię codziennie wyręczam!
Dziewczyna na dźwięk słowa matematyka zmarszczyła jeszcze bardziej brwi. Już jej zepsuł dzień przypominając o tym nieszczęsnym gównie. Zareagowała ostro:
- Przestań w końcu jęczeć i mi zagłuszać transmisję! - powiedziała i podkręciła głośność. Chłopak tylko machnął ręką i gwiżdżąc na psa, zniknął razem z nim w kuchni gdzie zaczął przygotowywać posiłek.
Nie minęło wiele czasu gdy w wejściu pojawiła się Lenna. Oparła się o framugę drzwi i spuściwszy nieśmiało wzrok zaczęła skubać paznokcie swoich dłoni.
- Czyżbyś jeszcze nie skończyła mnie opieprzać? - zapytał całkiem spokojnie chłopak ani na moment nie odrywając się od swojego zajęcia. Lenna uśmiechnęła się pod nosem.
- Nie... To znaczy tak... Skończyłam - zaczęła się tłumaczyć - Ale masz rację... - Przepraszam, ze cię wykorzystuję. To mój pies i mój obowiązek. No i opieprzyłam cię bez powodu... - zakończyła swój wywód podnosząc w końcu wzrok.
- No w końcu jakiś porządek zapanował! - powiedział triumfalnie Kevin i się rozpromienił.
- Czyli się na mnie nie gniewasz? - zapytała chytrze Lenna obejmując brata i oparłszy głowę na jego ramieniu spojrzała na niego błagalnym wzrokiem okraszonym słodkim uśmiechem.
- Bo ja wiem... - zaczął niepewnie Kevin - ...gdybyś tak jeszcze śniadanie mi przygotowała... I jak pozwolisz mi mój mecz obejrzeć...
- Że co? - krzyknęła dziewczyna momentalnie odskakując - Czy wiesz co ja przeszłam żeby te nieszczęsne płatki znaleźć? Nie mam zamiaru przez to przechodzić drugi raz!
- Zawsze możesz się podzielić...
- Terefere! Ostatnim razem wszystko mi zeżarłeś! A co do meczu to ja byłam pierwsza!
- Z tego co widzę to tu stoisz i znów mnie opieprzasz! - zaśmiał się chłopak i nim się spostrzegła pobiegł do salonu. Lenna nie tracąc wiele czasu rzuciła się za nim by bronić swojego miejsca. Pomimo licznych przepychanek po drodze, miejsce przed telewizorem i tak zajęli wspólnie. Dziewczyna szybko zwinęła i schowała pilota pomiędzy swoimi splecionymi na piersi rękoma.
- A więc tak się bawimy? - powiedział chytrze Kevin i dobrawszy się do jej śniadania zaczął zaczął je pochłaniać najgłośniej jak się da.
Przez dłuższy czas Lenna znosiła te nieczłowiecze odgłosy lecz w końcu nie wytrzymała i musiała zareagować.
- Ja wiedziałam, że faceci to świnie ale nie sądziłam, że jednak wszyscy bez wyjątku! - krzyknęła i wyrwała mu pudełko płatków. Kevin nie czekał długo z odpowiedzią. Widząc, że Lenna na moment odkryła pilot rzucił się na nią by go wyrwać.
- Tylko nie to! - krzyknęła Lenna próbując się bronić. Rozpoczęła się zaciekła bitwa.
W jednym momencie w całym domu zrobił się potworny harmider. Piski i wrzaski przepychającego się rodzeństwa, telewizor grający z pełną głośnością dopełniało ujadanie labradora.
W pewnym momencie w powietrzu rozniósł się odgłos rozrywanego opakowania i wszędzie wokół posypały się płatki śniadaniowe. Na moment, w pokoju zapanował spokój zakłócany jedynie dźwiękami dobiegającymi z telewizora.
Pierwsza oprzytomniała Lenna. Zobaczywszy powstały wokół bałagan szybko uświadomiła sobie do czego to się sprowadza. Nie czekając na reakcję Kevina pośpiesznie zakomunikowała:
- Chyba poczułam nagłą potrzebę zjednoczenia się z naturą - i czym prędzej rzuciła się do tylnego wyjścia na ogród - Papatki Kev i miłego dnia! - zaświergotała wesoło i zanim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć czy zareagować, jej już nie było.
Znalazłszy się na zewnątrz, Lenna szybkim krokiem przemierzyła dosyć duży ogród. Na chwilkę przystanęła pod altanką obok basenu żeby zabrać z krzesła swoją czapeczkę. Wcisnąwszy ją na głowę ruszyła na tyły do furtki wychodzącej wprost na plażę.
Ruszyła spacerkiem wzdłuż linii brzegu. Lejący się z nieba żar nieźle przypalał odsłonięte ramiona dziewczyny. Jedynie lekki wietrzyk docierający od strony oceanu łagodził upał. Lenna postanowiwszy sobie dopomóc w walce z gorącem weszła do letniej wody i brodząc w niej po łydki kontynuowała spacer. Idąc tak przed siebie zaczęła się zastanawiać jaki będzie najlepszy sposób na zagospodarowanie dzisiejszego popołudnia. Szybko doszła do wniosku, że chyba najwyższy czas odwiedzić swoją grupę i wybrać się na jakiś trening z siatkówki, który przez ostatnie dni zaniedbywała. Na pewno za niedługo, ich trener wyskoczy z jakąś nową informacją o kolejnych zawodach jak to też zwykle bywało pod koniec roku szkolnego. Dodatkowo też miała wielką ochotę dać nauczkę jednemu kolesiowi z grupy - Mike'owi - który od dłuższego czasu uwielbiał sobie żartować z jej sposobu gry... Tak sobie rozmyślając nie zorientowała się nawet ile już zdążyła przejść ani gdzie się znajduje. Obmyślając różnorodne metody taktyki gry zupełnie oderwała się od rzeczywistości.
Dopiero silne uderzenie w głowę i upadek do wody sprawiły, że w końcu zaczęła sobie zdawać sprawę iż najwyższa pora zejść na ziemię.
- Ała! - jęknęła obejmując swoją znokautowaną głowę. Przez moment miała tylko duże mroczki przed oczyma. Chwilę później usłyszała nad sobą znajome męskie głosy.
- Lenna nic ci nie jest? - zapytał troskliwie jeden z nich.
Dziewczyna zerknęła niemrawo ponad siebie mrużąc oczy przed oślepiającym słońcem, które świecąc prosto w oczy nie pozwalało jej zidentyfikować twarzy przybyłych. Chwilę później poczuła jak dwie pary rąk pomagają jej się wygramolić z wody.
- Wszystko ok? - po raz kolejny zadał pytanie chłopak.
- Ah... Chyba tak... Tylko trochę mi dzwoni w bańce... Mike - powiedziała uśmiechając się na myśl, że w końcu udało się rozpoznać jednego z osobników - Właściwie to akurat o tobie myślałam - dodała stanąwszy w końcu na prostych nogach.
- O mnie? Wow ale zaszczyt! - zaśmiał się pogodnie wysoki chłopak.
- Czy ja wiem... Chyba jednak nie było to pochlebne myślenie skoro musiałeś mnie znokautować! - powiedziała marszcząc lekko brwi chcąc udać, że się zdenerwowała.
- A o mnie też myślałaś? - dopytywał się drugi chłopak - Na pewno same miłe rzeczy, bo ode mnie nie dostałaś petardy! - powiedział z lekką nutką ironii w głosie.
- Przykro mi Aleksandrze ale dzisiaj nawet na chwile nie zagościłeś w mojej głowie - powiedziała robiąc złośliwą minkę.
- Eh... Podła jesteś wiesz... - mruknął pod nosem udając obrażonego.
- Nie zasłużyłeś! - rzekł oskarżycielsko Mike próbując podtrzymać tę zakręconą gadkę.
Chwilę później wszyscy razem wybuchnęli śmiechem. Jednak nie mieli dłuższej okazji do radości gdyż doleciało ich pokrzykiwanie pozostałych, którzy zostali w głębi plaży i oczekiwali na wznowienie gry. Jeden z nich zawołał donośnie:
- Długo tam będziecie tak flirtować! Piłka nam zaraz odpłynie w siną dal!
- Nudziarze... - westchnął Mike i rzucił się do wody aby odzyskać zgubę. Tymczasem Lenna i Aleksander ruszyli powolnym krokiem w kierunku pozostałych.
- Widzę, że podczas mojej kilkudniowej nieobecności zmieniliście klimaty - zagaiła Marlow splatając ręce na piersi.
- Cóż... Przy tym upale, zamknięta sala służy raczej za saunę niż za pomieszczenie treningowe - odpowiedział brunet puszczając jej oczko. Na twarzy dziewczyny pojawił się półuśmiech.
- Tylko wcześniej nigdy wam to nie przeszkadzało - zauważyła.
- Taak... Tylko ostatnio zmieniły się trochę reguły gry... - zaczął wyjaśniać chłopak lecz nie dokończył gdyż właśnie doszli do pozostałych, którzy chóralnym "witaj mała miss" przywitali nowo przybyłą. Dziewczyna poczuła, że robi się jej jeszcze bardziej gorąco niż dotychczas. "Mała miss. Dobre sobie" pomyślała słysząc po raz pierwszy takie określenie swojej osoby. Wprawdzie była jedną z dwóch dziewczyn w grupie ale bez przesady... aż taka wyjątkowa się nie czuła żeby od razu wyskakiwać z takim określeniem. Coś tu zaczęło podejrzanie zalatywać. "Jak zwykle się nabijają" skwitowała w myślach. Nie za bardzo wiedząc jak zareagować zdołała jedynie wydusić:
- No co wy... - i czym prędzej przebiegła wzrokiem po zgromadzonych w poszukiwaniu swojej koleżanki, dzięki której nie czuła się aż tak głupio w tym otoczeniu. Niestety nigdzie jej nie było. Wprawdzie nie była to dla niej jakaś specjalnie dobra kumpela a w zasadzie żadna jednak jej towarzystwo pomagało jej tu przetrwać. Czasami też zachodziła w głowę jakim cudem nadal gra w tej grupie gdzie dominowała płeć przeciwna. Wprawdzie kiedy pierwszy raz przyszła na zajęcia było tak w sam raz po połowie ale teraz... Teraz to tłumaczyła sobie tym, ze to chyba z przyzwyczajenia została i z braku innych zajęć, w których mogła by być dobra a nawet wydawało jej się, że po prostu jest tutaj, bo jedynie z facetami potrafi się dogadać. Świat dziewczyn był dla niej zbyt skomplikowany. Była to poniekąd wina tego, że była mało towarzyska a mając brata zazwyczaj kręciła się w gronie jego znajomych czyli chłopaków i stąd cała jej wada.
- Zagrasz z nami ostatniego seta? - w końcu dotarło do niej to, że ktoś zadaje jej pytanie. Zmieszała się trochę.
- Eeee... Nie... Nie będę wam przerywać. Pewnie dobrze wam idzie a ja nie chce was wybijać z rytmu swoim pojawieniem się w grze - wyjaśniła.
- No dobra jak chcesz - powiedział Jeff z obojętnością i wrócił na pole gry gdzie już w międzyczasie zdążył przyjść Mike z wyłowioną piłką.
- Daj spokój Lenna! Na pewno nie chcesz się przyłączyć? - nalegał Aleksander.
- Może kiedy indziej Aleks... Mogę wam co najwyżej liczyć punkty.
- Uparciuch - skwitował brunet - ale liczyć możesz bo reszta i tak oszukuje - dodał z uśmiechem i dołączył do innych. Tymczasem Lenna okrążyła ich łukiem uważając by nie dostać kolejnej bomby i usiadła na niewielkich trybunach po drugiej stronie boiska i rozsiadłszy się wygodnie pomiędzy ławeczkami zajęła się podliczaniem punktów. Rozgrywanie ostatniego zajęło wyjątkowo dużo czasu. Głównie z powodu wysokiego poziomu gry chłopaków, którzy nie tak łatwo dali sobie wydrzeć punkt drużynie przeciwnej. A jeśli już doszło do takiej sytuacji to przekomarzaniom na temat czyja to była wina, nie było końca. W euforii walki już nawet nikt nie zwracał uwagi na to co ma do powiedzenia Lenna, która przecież dostała funkcję sędziego. Znużona dała sobie w końcu spokój i rozłożywszy się jeszcze bardziej zajęła się opalaniem.
Po jakimś czasie zapanowała błoga cisza. Początkowo dziewczyna nie zwracała na nią większej uwagi sądząc, że chłopakom pewnie znudziło się już to przegadywanie. Jednak zainteresowana tym stanem podniosła leniwie jedną powiekę. Ze zdziwienia aż podskoczyła w miejscu. Na plaży już nie było prawie nikogo. Zdezorientowana zaczęła się rozglądać dookoła.
- Haha a ciebie co tak nagle ugryzło - usłyszała nad sobą śmiech. Szynko odwróciła głowę w tę stronę skąd dobiegał.
- Aleks gdzie reszta?! - zapytała na widok chłopaka siedzącego kilka ławek wyżej, obejmującego jednym ramieniem piłkę siatkową w drugiej zaś ręce trzymał butelkę coca-coli, którą raz po raz popijał.
- Chyba urwał ci się film i przegapiłaś jego najlepszą część a mianowicie nasze zwycięstwo! - powiedział szczerząc się w uśmiechu.
- Nie gadaj, że zasnęłam!
- Cóż zawsze mogę cię okłamać...
- Eh no dobra... Marny ze mnie sędzia - stwierdziła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - zachichotał brunet i zszedłszy kilka ławek niżej przysiadł obok Lenny.
Dziewczyna rzuciła mu gniewne spojrzenia i trąciła go łokciem w bok.
- Uważaj co mówisz!
- Pobijesz mnie? - powiedział aroganckim tonem brunet pociągając kolejnego łyka coca-coli.
- Jak mnie dostatecznie wkurzysz to możesz zacząć żałować - odgryzła się.
- Rozumiem, że mi jawnie grozisz...
- Oj spieprzaj Aleks! Ja nie wiem co cie tak bawi w podnoszeniu mojego ciśnienia!
- Może to, że wtedy tak zabawnie marszczysz nos i wyskakuje ci więcej piegów na nim!
- Oh! Przestań już się ze mnie nabijać! - jęknęła zrezygnowana Lenna i chwyciwszy leżącą obok piłkę zamachnęła się tak jakby chciała chłopakowi przywalić.
- Aaa litości! - krzyknął brunet udając przerażenie i schował głowę między rękami. Nie potrafiąc się jednak powstrzymać wybuchnął śmiechem.
- Nie lubisz komplementów? - próbował się usprawiedliwić - Auć! - jęknął gdy Marlow znów dała mu szturchańca w bok, tak że omal nie spadł z ławki na której siedział.
- Nie nie lubię!
- To co z ciebie za dziewczyna?
- Raczej żadna - mruknęła jakby do siebie i nie czekając na reakcję zwrotną, niespodziewanie wysunęła propozycję robiąc przy tym przebiegłą minkę:
- Zagramy?
Powiedziawszy to zaczęła się bawić trzymaną w rękach piłką.
- Jeden na jednego?
- Tak, jeden na jednego.
- Może być ciekawie - zainteresował się chłopak. Zwinnym ruchem zdobył piłkę z powrotem i zerwawszy się z miejsca szybko zajął swoją połówkę boiska.
- Ja zaczynam! - oznajmił.
Lenna wywróciła oczyma.
- Sądziłam, że nadal obowiązuje teza, że dziewczyny mają pierwszeństwo - zauważyła.
- Przed chwilą mówiłaś, że dziewczyna z ciebie żadna wiec... - powiedział Aleks a na jego twarzy znów pojawił się złośliwy uśmiech. Lenna już powoli zaczynała mieć dosyć tego jego dobrego humoru. Zauważyła zresztą, że zawsze kiedy przebywa dłużej w jego towarzystwie zaczynał jej działać na nerwy swoimi głupimi zaczepkami. Niewątpliwie musiał mieć z tego jakąś przyjemność.
Zrzuciła ze swoich nóg japonki i podwinąwszy nogawki spodni w celu wygodniejszej gry zajęła swoje miejsce po przeciwnej stronie siatki.
- Dobra. Zaczynajmy. - oznajmiła.
Z początku gra nie szła całkiem składnie. Zresztą jak można dobrze grać w jednoosobowym składzie drużynowym, na dodatek ciągle grzęznąc w piachu. Z każdym straconym punktem, Lenna dochodziła do wniosku, że jej pomysł nie był raczej najlepszy. Po ostatnim rozegraniu pieczętującym zwycięstwo Aleksandra padła rozpłaszczona na piachu.
- Co za porażka! - jęknęła - Czuję się jak rozjechana meduza!
- Słuchaj... Mogę ci jeszcze dać szansę na rewanż... - zagaił chłopak uwieszając się na siatce.
- Chyba jednak poczekam na konfrontację na normalnej sali. Zresztą... - poderwała się z piachu i usiadła - Jaka cholera was zmusiła żebyście grali tutaj?!
- Hmmm - Aleks zanim odpowiedział zamyślił się na moment.
- Widzisz... - zaczął trochę niepewnie i skierował się powoli w jej kierunki aby usiąść obok - Właściwie to miałem ci dzisiaj o czymś powiedzieć...
- Tak? - zaintrygowana Marlow nastawiła uszu.
- Ale najpierw odpowiedź na twoje pytanie. Pamiętasz jak wspominałem ci dziś o zmianie zasad gry?
- No coś wspomniałeś. Chcesz przez to powiedzieć, że przenosicie się z sali na plażę? Nie załamuj mnie...
- Nie, nie! Nic z tych rzeczy...
Na twarzy Lenny pojawiło się jeszcze większe zaciekawienie.
- Pewnie już słyszałaś o tych zbliżających się mistrzostwach Miami w piłce plażowej...
- No tak... Ciężko nie zauważyć skoro wszędzie o tym trąbią - powiedziała dziewczyna z lekkim zniesmaczeniem. Zawsze gdy zbliżała się jakaś wielka impreza, media po prostu miażdżyły ludzi nadmierną reklamą i promocją, a że mistrzostwa te były jednymi z ważniejszych w Miami więc co się dziwić. Na samą myśl o tym ile jeszcze będzie musiała o tym słuchać robiło jej się niedobrze. Jednak zawody same w sobie były niesamowite i raczej nie było sposobu żeby się na nich nie pojawić.
- Ale co to ma do rzeczy? - zapytała naiwnie a jej towarzysz zrobił poirytowaną minę.
- Nie mów, że jeszcze nie zajarzyłaś? - zdanie to wyrzucił z siebie prawie z rezygnacją.
- Czekaj, czekaj... Chyba nie bierzecie w tym udziału? - Lenna jakby nagle dostała olśnienia. Zawtórowało jej bicie brawa przez Aleksandra.
- Ho, ho... taki awans... Jak to możliwe? Przecież ekipa nigdy nie brała udziału w takim czymś... Co najwyżej międzyszkolne rozgrywki...
- Można by to nazwać awansem - uśmiechnął się brunet - Jako, że jesteśmy już na ostatnim roku i mamy wypracowane świetne wyniki, możemy wziąć w tym udział. Dlatego też trenujemy na innym terenie żeby się przystosować.
- No to świetnie! - ucieszyła się Lenna - Gratuluję! Na pewno się zjawię żeby wam pokibicować.
Chłopak na moment zamilkł a z jego twarzy znikła radość. Sprawiał wrażenie jakby coś ciężkiego nie mogło mu przejść przez gardło.
- No ej! Co jest? - odezwała się Marlow poklepując chłopaka po ramieniu.
- Heh wydaje mi się, że w tym miejscu nastąpi mały problem...
Dziewczyna zmrużyła podejrzliwie oczy dając do zrozumienia, że nie bardzo wie o co chodzi.
- Na zawodach to się raczej pojawisz tylko...
I znów cisza.
- Tylko... - dziewczyna zaczęła jakby chcąc dopomóc w odpowiedzi lecz nagle uświadomiła sobie coś strasznego - Nie zaraz, zaraz! Tylko nie to o czym myślę! - krzyknęła w proteście lecz odpowiedź, która za moment usłyszała sprawiła, że kolejna porcja ciszy zapanowała nad plażą:
- Tak, tak... Będziesz grać z nami...
freelancer
Nastrój:
tagi: